Wiedzieć więcej czy wiedzieć mniej ? Czemu służy wiedza o CHAD ?

Im więcej czytam i monitoruję swoje nastroje,  im więcej ludzi poznaję i słucham o ich codziennych zmaganiach, często tak bardzo podobnych do moich a czasem kompletnie różnych,  tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nic jeszcze nie wiem .

Boję się strasznego odkrycia, że to co dotychczas leżało spokojnie upchnięte gdzieś w mojej podświadomości, teraz wyłoni się ze swojego schowka i brutalnie uświadomi mi to czego wiedzieć nie chciałam, choć przeczuwałam od jakiegoś czasu.

Ale powiedziałam A więc muszę powiedzieć i B, nie lubię połowicznych rozwiązań, bo wcale niczego nie rozwiązują.

Trudniej jest mi pisać w dołku,  gdzie spadek formy odczuwam w sposób znaczący, jest w tym mniej optymizmu, więcej lęków, złości i żalu.

Jedno nie zmienia się jednak nigdy, nie ustaje wola walki.

W pierwszych akapitach nawiązuję do mojej świadomości o chorobie,  wiedzy o niej, o tym,  że jest tak niewielka i że wygodniej byłoby aby tak pozostało.

Czy  nie przez przypadek mówią, im więcej wiesz, tym krócej żyjesz .

Nie można wycofać się w połowie drogi, kiedy ciekawość jest tak samo intensywna jak strach.

Czy mogę mieć wpływ na coś jeszcze ?

Co mogę zrobić dla innych, co osiągnę poprzez zgłębianie  wszystkich zawiłości związanych z mechanizmem, który steruje naszym mózgiem i odpowiada za wadliwe przekażnictwo ?

Uczymy się zawodu, pokonujemy kolejne bariery, którymi są egzaminy, na koniec jesteśmy w czymś lepsi od innych. Zdobywamy  uprawnienia takie bądz inne do wykonywania określonej pracy.

Czy moglibyśmy to robić , gdybyśmy nie przygotowali się do tego konkretnie,  tylko tak po łebkach ?

Nie, jasne że nie,   bo kto powierzy swoje życie szamanowi, a swoje pieniądze hazardziście ?

Dlatego ja nie zatrzymam się tutaj, pomimo że byłoby mi wygodniej, wiem tyle ile wiem ..to mi wystarczy.

Pytanie po co….?

Po to, żebym była gotowa,  nie dała się zaskoczyć, uchroniła kogoś kto stanie na mojej drodze a ja z niewiedzy pociągnę go w dół,  lub nie pomogę kiedy przyjdzie trudny moment.

Po to żeby przestać się bać , o to co może mnie jeszcze spotkać, jakie są rokowania, jak muszę dostosować swoje życie ,żeby było najbardziej optymalne i o ile to jest możliwe. Po to żeby dołożyć swoją cegiełkę w walce ze stygmatyzacją tej choroby, żeby z czasem przekuć to w coś pożytecznego.

Niesamowicie poruszyła mnie ostatnio przeczytana książka „Niespokojny Umysł” napisana przez Kay Redfield Jamison .

Takiej pozycji długo szukałam.  Zawiera ona wszystko to, z czym się utożsamiam.

Pomimo swojego tragizmu i cierpień jakich doświadczyła bohaterka, dla mnie ta książka jest pozytywna.

Kobieta, taka jak my, walczy nie tylko ze swoją chorobą, walczy o lepsze jutro dla innych cierpiących tak samo jak ona.

Pokazała mi że można, że warto, że to dar.. że nie jest to sytuacja beznadziejna, ona żyje, miewa się dobrze, nadal leczy, pisze ..kocha.

Jest w tym również trochę normalności, tej o którą my walczymy każdego dnia.

Wszystkim Wam powiem, szukajcie, czytajcie, uczcie się , spotykajcie takich samych jak Wy.. będziemy świadomi, gotowi na reakcję..może łatwiej przyjdzie nam poprosić o pomoc, gdy będzie zle,  może nasza wiedza pomoże komuś.

Dobrej Nocy Wam życzę

 

Reklamy

Nieprzewidywalne nastroje w CHAD, jak planować swoje jutro ??

Kochani nieuchronnie przyszedł gorszy dzień,  wiem że taki jest ten mechanizm i znamy go wszyscy,  po górce przychodzi  zawsze dół.

To co jeszcze wczoraj wydawało mi się proste, dzisiaj już takie nie jest .

Nasuwa mi się jednak myśl dotycząca planowania., bowiem w kontekście pracy,  ustalonych wcześniej spotkań ze znajomymi, obietnic złożonych innym jest to duży problem.

Co robić żeby dochować danego słowa, wywiązać się z podjętych obowiązków ?

Jest trudno, bardzo trudno, bo oprócz niemocy jaka towarzyszy zmianie nastroju, dochodzi jeszcze poczucie winy, że znowu nawalamy, nie można na nas polegać.

Ja opracowałam pewien system żeby było mi lżej . Przede wszystkim przestałam się obwiniać, tłumaczyłam  sobie że niezależnie od mojej woli czy chęci,  nie mam wpływu na to jak zmienia się mój nastrój.

Takie podejście miało przełożenie na moje zachowanie, nie próbowałam na siłę przystosowywać się do danej sytuacji , nie zakładałam maski pod która i tak kryło by się moje zniechęcenie czy zmęczenie konkretna sytuacją.

Wybrałam jasne komunikaty, mówię  wprost,  dzisiaj to nie jest mój dzień, jeśli to możliwe przełóżmy to proszę na za chwilę.

W większości przypadków spotykałam się ze zrozumieniem otoczenia.

Co jednak, jeśli są sprawy nie cierpiące zwłoki,  a my leżymy niezdolni poruszyć ręką czy nogą  i żadne tłumaczenia, że dzisiaj jest nam żle nie dają nam przepustki od lekarza ?

Wiele zależy od natężenia naszych stanów, są bowiem takie, które nie pozwolą nam na podjęcie żadnej akcji,  i takie w których pomimo gorszego samopoczucia możemy podjąć próbę zrealizowania swoich obowiązków czy postanowień..

Mam to szczęście w nieszczęściu, że mój typ Chadu II, pomimo że nastroje zmieniają się szybko i nieprzewidywalnie, nie są  tak dotkliwie odczuwalne jak u chorych z typem CHAD I , co pozwala mi w pewnym sensie pokonać moją  niemoc, nie oznacza że jest lekko.

A co z tymi chorymi, którzy doświadczają silnych i długich depresji oraz tak samo męczących manii ?

Tylko i wyłącznie szybka reakcja, gdy czują zwiastuny nadchodzącej zmiany bieguna.

Potrafimy to odróżniać,  bezsenność może poprzedzać zarówno depresję jak i manię.  Chorzy z dłuższym stażem radzą sobie lepiej, znając powtarzający się schemat.

Myślę, że każdy czuje kiedy nastój zaczyna szaleć,  są środki aby temu zapobiec, bądz przynajmniej załagodzić te stany.

Każdy mając depresję przyjmuje środki antydepresyjne , mając jedocześnie świadomość, że zbyt duże dawki lub samowolne odstawienie leków stabilizujących nastrój może prowadzić do zmiany bieguna,  jakim jest mania czy odwrotnie,  odstawiając antydepresant nieuchronnie pojawi się depresja.

Dlatego samokontrola, uważne wsłuchiwanie się w swój organizm jest tak ważny i przydatny.

Nie ma innej drogi jak poszerzanie wiedzy na temat choroby, uczenie się jej każdego dnia, akceptację nieustannych zmian jakie zachodzą w naszych umysłach.

Czego życzę sobie i Wam ??

Przede wszystkim tego, żebyście pogodzili się z naturą tej choroby, dostosowali w pewnym sensie swoje życie do swoich możliwości.

Jasnym dla mnie jest, że nikt nie odczuwa z tego powodu szczęścia, ale możemy uzyskać spokój,  który płynie z faktu akceptacji naszych ograniczeń,  szukania  dla siebie jak najlepszej drogi.

Mottem niech będzie;

„Dlaczego Bóg na najlepszych zsyła chorobę albo smutek, albo inne dolegliwości ? Bo przecież i na wojnie niebezpieczne rozkazy otrzymują najdzielniejsi”

Seneka

Dobrej Nocy Wam życzę 🙂

 

 

Czy jest i jaki ma sens psychoterapia w CHAD ?

Spotkałam się z różnymi ludzmi i różnym podejściem do psychoterapii w CHAD.

Jedni twierdzą, że choroba to wyłącznie zakłócenia w pracy neuroprzekazników w mózgu i na to nie mamy wpływu, więc żadna terapia, czy sposób myślenia nie zmieni naszego stanu, trzeba brać leki systematycznie, dbać o higienę życia, wysypiać się i w miarę możliwości redukować stresy dnia codziennego.

Można jeszcze suplementować swoją dietę dodatkowo o składniki bogate w magnez, witaminę D i B12, nie zaszkodzi też przyjmowanie płynów  bogatych w LIT, a takim jest na przykład woda ZUBER. 🙂

Ale czy to wystarczy ???

Na początku mojej drogi w walce z chorobą, sama byłam przekonana, że jedyne co mogę zrobić, to stosować się do zaleceń lekarza, nie odstawiać leków gdy poczuję się lepiej i nie kombinować z dawkami.

Rzeczywiście było lepiej niż kiedykolwiek, ale chwilami pomimo że byłam subordynowana pacjentką przychodziły momenty, że nie potrafiłam.. i nadal do końca nie potrafię rozróżniać swoich stanów.

Bywało, że wszystko robiłam zgodnie z zaleceniami lekarza, a nastrój to kompletna dupa..

Czytałam więcej i więcej na temat choroby, uczyłam się jej, chciałam być przygotowana na każdą okoliczność.

Między wierszami tych mądrych książek, często pojawiały się stwierdzenia, że sama farmakoterappia to nie wszystko,  bo trzeba nauczyć się na nowo mechanizmów, które zachodzą w chorej głowie na tyle na ile jest to możliwe.

Doczytałam również , że  CHAD często  współwystępuje z osobowością  z pogranicza zwaną  borderline, a to zaburzenie  leczy się z kolei głownie przez psychoterapię.

Przyglądałam się wnikliwie swoim stanom, próbując ocenić kiedy atakuje CHAD, a kiedy czuję się inaczej niż w zwykłym hipo, czy manii lub depresji.

Rzadko zdarzały się, a  wręcz  prawie nigdy stany, które mogłam uznać za remisję.

To prowadziło mnie nadal do poszukiwań, co takiego dzieje się w moim umyśle, że nie mogę zaznać ukojenia, poczuć zwykłej normalności.

Droga dedukcji zaczęłam odkrywać pewne schematy charakterystyczne dla osób z pogranicza osobowości, dominował lęk przed odrzuceniem, niemożność określenia czego chcę, co naprawdę lubię, jaki jest mój charakter a gdzie zaczyna się choroba

Pasowałam wszędzie i nigdzie. Mogłam robić wiele rzeczy jednocześnie, wszystkie dobrze ale żadnej najlepiej.

Pozyskiwałam i zjednywałam sobie ludzi niemal błyskawicznie, aby potem znudzić się odwrócić lub uznać że teraz przyszła kolej na co innego.

Najboleśniejsze były moje relacje partnerskie, przyjacielskie.

Rzeczy, na których zależało mi najbardziej psułam w ekspresowym tempie, żeby za chwilę tego żałować.

I BINGO, odkryłam że CHAD to jedno, a coś co towarzyszy mi stale to drugi „przyjaciel” border. Powinnam się załamać, ale na etapie na którym jestem zostaje mi tylko walka.

Lżej nam, gdy wiemy z czym musimy się zmierzyć.

To nadal jedna wielka niewiadoma, ale ja jestem zdeterminowana żeby znalezć  żródło mojego cierpienia, które gdzieś i  kiedyś przecież się narodziło,  a moja podświadomość skutecznie je wyparła, żeby zaatakować naście lat pózniej.

Boję się tego co odkryję, myślę jednak, że bez terapii nie będę szczęśliwa lub tylko połowicznie.

Idę dalej,  bo pozostanie na tym etapie nie zadowoli mnie nigdy.

Mówię TAK psychoterapii.

 

Walcz, miej Nadzieję i Kochaj bo CHAD to nie wyrok

To był bardzo dobry dzień i nie dlatego że zrobiłam wiele bo  stosy ubrań piętrzą się w łazience, kartki papierów wszędzie porozrzucane, a włosy rozczochrane  jak u Mozarta podczas tworzenia kolejnego utworu. 🙂 ( no może lekka zwyżka nastroju )

Ale dla mnie najistotniejszy jest fakt i tempo w jakim uczę się akceptować tę chorobę a  co najważniejsze rozumieć te mechanizmy, dostrzegać, że takich jak ja są tysiące,  dać sobie przyzwolenie na to aby być uznana za chorą.

Przez większość czasu zakładałam maski, robiłam wszystko aby dostosować się do panującego otoczenia wypierając fakt, że jestem naprawdę chora.

Każda próba czytania poradników o chorobie, oglądania filmów kończyła się po 15 minutach.

Rzucałam książki w kąt, nadal twierdząc, że ja przecież jestem normalna i ta afektywna wcale nie jest taka straszna, że przecież nawet najbliższe otoczenie nie wie co mi jest, a nawet jeśli znane im jest pojęcie psychoza maniakalno-depresyjna to wszyscy to demonizują i lepiej jak nie będę się odzywała.

Aż wreszcie przyszedł taki moment, że musiałam przestać ukrywać przed samą sobą, nawet nie przed innymi, że nie daję rady, że już tak nie mogę żyć, ze czasami trzeba zastosować wobec mnie środki łagodzące, że jeśli coś się nie stanie to sama się unicestwię walcząc jak bokser na ringu wagi  muszej z waga ciężką.

I przyszedł ten moment, w którym zaczęłam mówić o tym otwarcie, szukać ludzi takich jak ja, dawać sobie wytchnienie od pracy, nie winić się za wszystko co się stało,  po prostu dałam sobie taryfę ulgową.

Radość jaka przyszła wraz z tym pogodzeniem się że nie muszę udawać była i nadal jest czymś z czym aktualnie się oswajam.

Analizuję swoje stany, słucham się uważniej niż kiedykolwiek, ciągnę do ludzi takich samych jak ja i tak naprawdę od bardzo długiego czasu czuję się zrozumiana, czuję się wśród swoich.

 

Dlatego dzisiaj mówię Wszystkim

Walcz, miej nadzieję i kochaj 🙂

Otwarcie o chorobie afektywnej dwubiegunowej..mówić czy nie ?

Jak zachowywać się gdy poznajemy nowych ludzi, nawiązujemy bliższe relacje, zakochujemy się ?

Kiedy jest i czy w ogóle jest właściwy moment, żeby powiedzieć innym, o tym co wpływa na całe nasze życie, na jego jakość, na przyszłość a tym samym na nasze otoczenie.

Jak zachować się w pracy ? Znamy na tyle swoja chorobę, że możemy przewidzieć iż stan remisji, czy hipomanii kiedyś minie, co wtedy  gdy dopadnie nas dołek ?

Jak wytłumaczyć pracodawcy, że nie przyjdę do pracy bo nie mogę wstać, ubrać się i  wyjść do ludzi czy koncentrować się na czymkolwiek.

Są wśród nas tacy, którzy maja długie ostre manie i ciężkie depresje  CHAD I  i tym jest zdecydowanie trudniej, zachować w tajemnicy swoją chorobę, są Ci drudzy z lżejszymi depresjami, stanami mieszanymi i hipo manią CHAD II,   i tym jest chyba trochę łatwiej. Mogę być w błędzie ale myślę, że przemilczenie nie zmienia niczego, zachowania zależne od faz są widoczne i niezrozumiałe dla zdrowych.

Co zatem pozostaje, co robić ?

Jeśli chodzi o relacje partnerskie, przyjacielskie mówić, mówić bez zahamowań.

Uważam nawet, ze kiedy relacja przeradza się w coś poważniejszego, byłoby nie fair zatajenie tej ważnej kwestii, zresztą partner/partnerka  prędzej czy pózniej zaobserwuje nasze zachowania, po co doprowadzać do krańcowych sytuacji ?

Myślę że jeśli komuś zależy, wezmie nas z całym przychówkiem, świadom od początku na co się pisze.

Nam będzie lżej, a Ci którzy przy nas zostaną nie wpadną w popłoch przy naszych pierwszych wzlotach i upadkach.

Trudniej jest w kontekście pracy, tam nikt nie musi rozumieć choroby, chcą pracownika, który będzie wydajny, spełniający sumiennie swoje obowiązki.

O tym pisałam już wcześniej, ponieważ ten temat jest mi szczególnie bliski.

Praca to poczucie bezpieczeństwa , stabilności, staramy się realizować nasze cele, marzenia i godnie zarobić na swój byt.

Nie wiem do dzisiaj jak powinna wyglądać taka rozmowa z pracodawcą, myślę jednak, że i na tym polu warto grać w otwarte karty.

Jeśli mamy możliwość pracy wykonywanej w domu, par time, free lancer, jakąkolwiek pracę zarobkową , która da nam pewną elastyczność, wówczas nie ma powodu abyśmy „wywalali” naszą kartę choroby 🙂

Sprawa wygląda inaczej, gdy zatrudnimy się w korporacji, na odpowiedzialnym stanowisku, które wymaga bezwzględnie naszej obecności każdego dnia.

To samo możemy odnieść do każdej innej pracy etatowej czy fizycznej, gdzie mamy wpasować się w ramy obowiązujące w danym zakładzie pracy.

Uważam, że nie da się ukryć tego faktu,  znam nielicznych szczęściarzy, którzy maja łagodny przebieg choroby, systematycznie biorą leki i funkcjonują jak każdy inny zatrudniony.

Problemem jest fakt niskiej świadomości w społeczeństwie, czym jest afektywna dwubiegunowa?

Wielu ludzi, nawet tych wykształconych bardziej od innych, ( nie biorę pod uwagę tych z branży medycznej) nie ma pojęcia o czym mowa.

Szerzenie świadomości wśród takich właśnie potencjalnych pracodawców, to coś co jest niezbędne.

Potencjał chorego można naprawdę doskonale wykorzystać, okresy zwyżki nastroju, powodują ze taki pracownik jest stokroć wydajniejszy od innych.

Myślę że wszystkie grupy jakie powstały na facebooku,  instagramie czy innych portalach społecznościowych, poruszające tematykę chad są niesamowicie przydatne. Ludzie się jednoczą, czują ulgę, wspierają się.

Czy my moglibyśmy podjąć wyzwanie żeby docierać do jak największej liczby osób w społeczeństwie, przebić się przez wszystkie schematy, oswoić ich z naszą chorobą ?

Powiedzieć  STOP stygmatyzacji ?