Mania indukowana…czy lepiej mi z nią jak ze stabilną depresją ?

Większy spokój,  mniej zewnętrznych bodzców.

Obserwuję tendencję zjazdową, nie wiem czy zawdzięczam to brakiem impulsów,  tych wywołujących  ten przyjemny, ale też ten negatywny stres ?  Zwał jak zwał, jest nijako.  Uzależniłam się od wysokiej adrenaliny, ona dawała mi napęd i tym samym indukowała manię i hipo… przez chwilę czułam się dobrze, porównuje ten stan do stanów tych żądnych adrenaliny śmiałków, skaczących na bungie… 🙂

Lubię to, baaa..któż tego nie lubi ?

Często bywałam rozdrażniona, zwłaszcza wtedy gdy stres osiągał maksymalne natężenie, wtedy nie było tak twórczo i cały haj przestawał istnieć…

Skupiona  tylko na jednym celu,  reszta nie miała znaczenia.  Liczyłam, że pomyślnie ogarnięty temat czyt. trudne zadanie w pracy,  pozwoli wreszcie uspokoić moje wewnętrzne drżenie, odczuję satysfakcję… spokój.

Zaniedbałam przy tym najważniejsze sprawy, dom…dzieci..

Wówczas nie dostrzegałam wielu przyziemnych spraw, które inni wykonywali każdego dnia.  Teraz je widzę dokładnie.  Mam  więcej czasu i mniej zajęty umysł…….tylko czy dobrze mi z tym ?

Mój wewnętrzny leń się cieszy….ale moja potrzeba  samorealizacji,  już jakby mniej.

Za wszelką cenę dążyłam do osiągnięcia spokoju, eliminacji stresu, komfortu,  dążyłam do stanu, że mogę ale nie muszę…

A teraz to muszę, staje się czymś za czym zaczynam tęsknić ????

Mam tzw pat,  można zjeść jabłko i mieć jabłko ??

Potrzebuję adrenaliny a ona mnie wykańcza..

Mam w sobie dużo żalu,  zadaję  pytanie,  jak mogło by być gdybym potrafiła normalnie funkcjonować ? Teraz jest płasko, płasko i nie dobrze, stabilna depresja.

 

Reklamy

Chadowa karuzela, moje szaleństwo niekontrolowane…

Wspominałam dziś, zupełnie przypadkowo, moje szaleńcze manie, nie myśląc o nich w sposób w jaki często myślałam,  tzn.  potępiający i obwiniający się.

W dużej mierze dlatego, że moja internetowa towarzyszka niedoli, też odjechana totalnie 🙂 ,sorry Mo 🙂 wspominając wspólne ze mną, brała to wszystko z przymrużeniem oka.

W pewnej chwili śmiałyśmy się z tego obie, co nie zdarzyło mi się nigdy dotąd

Uświadomiłam sobie w trakcie naszej rozmowy, że trzeba nabrać dystansu do tych wybryków, bo wtedy nie miałyśmy większego wpływu na to, co się z nami działo.

Otoczenie, zwłaszcza ci najblizsi, zapewne wspominają to zupełnie inaczej.

Zdrowy ma inne spojrzenie na całą chorą sytuacje,  jest też często bezradny i niestety pozostawiony sam, ze swoja nieznajomością tematu, zwłaszcza w początkowej fazie naszego szaleństwa.

Było mi zawsze bardzo trudno mówić o moich maniach bez poczucia winy, ale przyszedł ten moment, że zaczęłam widzieć to inaczej.

Nadal to jestem ja i nie jestem pozbawiona woli,  ale jestem pozbawiona trzeżwego osądu, obiektywizmu. Moja percepcja jest zaburzona, kiedy nadchodzi stan, który zmienia moje zachowanie, dla mnie nadal ja jestem sobą, jestem ok.

Ludzie z zewnątrz, którzy znają mój problem, potrafią już teraz wyłapać to bez problemu. 

Coś się jednak zmieniło….

Dzisiaj różnica polega na tym, że niestrudzenie uczę się choroby a dokładniej życia z nią, czytam, szukam, obserwuję a przede wszystkim akceptuję już,  że zawsze przyjdzie wahnięcie.

Kiedy to nastąpi … nie wiem,  cel mam taki, aby umieć przewidzieć,  dostosować się do sytuacji najlepiej jak potrafię.

Mam  świadomość, że tylko tak mogę iść dalej, nie paląc za sobą wszystkiego, tak jak to bywało dotychczas.

Nie chodzi o wsłuchiwanie się w siebie i analizę każdej swojej emocji, bardziej o rozpoznawanie zwiastunów poprzedzających zmianę fazy.  

I tu ponownie nawiążę do Grupy 🙂

Po raz kolejny odezwało się we mnie uczucie wdzięczności, za tych wszystkich chorych, spotkanych tutaj,  ludzi którzy są cenniejsi od niejednego człowieka, którego poznałam w realu.

Może to dziwne, może nawet okrutne, że moje ostatnie kontakty ograniczają się tylko do tych spotkań z ludzmi poznanymi na grupach,  do rozmów wyłącznie w tym wirtualnym świecie.

Na dzień dzisiejszy to mi jeszcze wystarcza.

A wracając do koleżanki..tej mojej internetowej Chadówy 🙂 , nie zdążyłam jej zadać pytania..

 

Czy chciałabyś wsiąść na karuzelę, czuć euforię, adrenalinę , przyjemny dreszczyk i zawrót głowy…wiedząc,że nigdy nie będziesz mogła z niej wysiąść ??

 

Moja chadowa towarzyszka …… melancholia

Wszystkich wspaniałych ludzi dających mi tyle wsparcia i zrozumienia, tych których  spotykam  głównie na grupach tematycznych  Chad i Borderline, cechuje niezmiennie stan,  który ja nazywam wrodzoną melancholią.

Często słyszałam od znajomych, że z natury jestem ponura,  że tendencyjnie skłaniam się bardziej do płaczu niż do śmiechu,  że gdybym myślała pozytywne, może wiele spraw wyglądało by inaczej bo przecież nastawienie to połowa sukcesu.

Myślałam przez chwilę, co ze mną nie tak do cholery, czemu wszystko mnie przesadnie wzrusza, kiedy inni się śmiali, mnie chwilami chciało się płakać.

Wiedziałam i wiem, że depresja jest nieodzowną częścią chad, ale nie mówię tylko o stanie permanentnego smutku i przygnębienia, lecz o sposobie postrzegania świata, ludzi, wydarzeń.

Wzruszałam się na filmach , które innych nie dotykały nawet w połowie tak jak mnie, jeśli muzyka to tylko rozpaczliwie smutna , pełna tęsknoty, jakiegoś nieukojonego żalu i poczucia straty.

Mnie samej, przesadnie nie przeszkadzał ten stan, bardziej troszczyłam się o świat zewnętrzny, mój dom, moją rodzinę.

Matka kojarząca się wiecznie ze smutkiem i czającym się pod skórą cierpieniem.

Nie chciałam i nadal nie chcę, aby tak mnie pamiętały moje dzieci, żeby dzieciństwo kojarzyło im się ze smutkiem i poczuciem utraty czegoś ważnego, jakim jest beztroska dziecięcych lat .

Ja nie znam siebie innej, nie pamiętam mojego spontanicznego śmiechu z żartów, które bawią wszystkich, oprócz mnie.

Stany depresyjne nie trwają wiecznie, przychodzą wyczekane bezpieczne górki , ale czy wtedy zmienia się moje widzenie otoczenia ? czy jestem bardziej pozytywna, czy ufniej spoglądam w przyszłość ?  Dziękować za ten dar, czy przeklinać go ?

Takie naznaczenie i przynależność do innego świata.

Są wśród Was emocjonalne tytany ?

Może lepiej mieć to coś, być innym i widzieć więcej ?

 

 

 

Remisja…

Zawitała i u mnie, nieoczekiwana, od długiego czasu nieobecna i zapomniana Remisja.

Po czym rozpoznaje ten jakże wytęskniony stan umysłu ?

Ano po tym, że postrzegam szereg  spraw w zupełnie inny sposób,  widzę rozwiązanie męczących mnie dotychczas problemów, na  które nie miałam żadnego pomysłu, będąc szarpana emocjami…..górką, doliną lub najgorszym i najczęstszym u mnie stanem mieszanym.

Chęć wprowadzenia ładu do mojego życia jest większa niż kiedykolwiek.

Szukam  skutecznego sposobu na przywrócenie spokoju,  którego tak bardzo mi brakuje.

Chciałabym zredukować odwiecznie towarzyszący mi stres na tyle na ile to możliwe, podjąć właściwe kroki zawodowe i prywatne.

Przez chwilę myślałam, że nadchodzi mania,  zwykle w niej planowałam kolejne zmiany  „wyrzucałam lub przyjmowałam” nowe osoby do mojego życia w głębokim przeświadczeniu, że to już ostatni raz…sami wiecie jak to się kończyło.

Czym różni się mój obecny stan od hipomanii tudzież manii ?

Nie ma euforycznej radości z kolejnych przedsięwzięć, rozmachu planowania, drastycznych cięć i stałego napięcia ….jest spokój.

Jest również głębsza analiza i  większa wnikliwość, bardziej chłodno i rzeczowo, jest też  spokojniejsze podejście do problemu i trudny do uchwycenia obiektywizm w ocenie moich działań.

Czy jest mi z tym dobrze ??

Tak, jest mi dobrze, marzę o tym aby taki stan utrzymał się jak najdłużej..

Jestem na swój  sposób uzależniona od stanu hipomanii, wszystko inne, normalne wydaje się bezbarwne i nudne,  ale choć takie wydawać się może, to takie nie jest .

Odpoczynek jaki niesie ze sobą remisja,  redukcja lęku, inny obraz rzeczywistości, prostota działań, wszystko to powoduje że w takich chwilach zazdroszczę zdrowym ludziom.

Czy zdążę  się tym nacieszyć zanim zmora dopadnie mnie znowu ?

Oby

 

Dobrej Nocy Wam życzę 🙂