Featured

Nocne przemyślenia

Nie śpię, zatem przekuwam bezsenność w pożyteczne.

Zaburzenia afektywne są coraz częściej diagnozowane i stają się tematem wielu dyskusji, zarówno tych dotyczących metod leczenia jak i relacji partnerskich czy kwestii przyszłego rodzicielstwa. Poruszane są też tematy dotyczące genezy choroby i jej dziedziczenia oraz przebiegu, jednak niewielka część społeczeństwa podejmuje temat życia zawodowego osób dotkniętych tą chorobą. Jest to dla nas chorych ogromnym problemem, ponieważ, jak wiadomo człowiek bez pracy nie może spełniać swoich elementarnych potrzeb a to z kolei prowadzi do frustracji i zniechęcenia ..
Jak sobie radzić, co wybrać ??
Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć, na tyle na ile pozwala mi moja wiedza oraz świadomość choroby.

 

Remisja…

Zawitała i u mnie, nieoczekiwana, od długiego czasu nieobecna i zapomniana Remisja.

Po czym rozpoznaje ten jakże wytęskniony stan umysłu ?

Ano po tym, że postrzegam szereg  spraw w zupełnie inny sposób,  widzę rozwiązanie męczących mnie dotychczas problemów, na  które nie miałam żadnego pomysłu, będąc szarpana emocjami…..górką, doliną lub najgorszym i najczęstszym u mnie stanem mieszanym.

Chęć wprowadzenia ładu do mojego życia jest większa niż kiedykolwiek.

Szukam  skutecznego sposobu na przywrócenie spokoju,  którego tak bardzo mi brakuje.

Chciałabym zredukować odwiecznie towarzyszący mi stres na tyle na ile to możliwe, podjąć właściwe kroki zawodowe i prywatne.

Przez chwilę myślałam, że nadchodzi mania,  zwykle w niej planowałam kolejne zmiany  „wyrzucałam lub przyjmowałam” nowe osoby do mojego życia w głębokim przeświadczeniu, że to już ostatni raz…sami wiecie jak to się kończyło.

Czym różni się mój obecny stan od hipomanii tudzież manii ?

Nie ma euforycznej radości z kolejnych przedsięwzięć, rozmachu planowania, drastycznych cięć i stałego napięcia ….jest spokój.

Jest również głębsza analiza i  większa wnikliwość, bardziej chłodno i rzeczowo, jest też  spokojniejsze podejście do problemu i trudny do uchwycenia obiektywizm w ocenie moich działań.

Czy jest mi z tym dobrze ??

Tak, jest mi dobrze, marzę o tym aby taki stan utrzymał się jak najdłużej..

Jestem na swój  sposób uzależniona od stanu hipomanii, wszystko inne, normalne wydaje się bezbarwne i nudne,  ale choć takie wydawać się może, to takie nie jest .

Odpoczynek jaki niesie ze sobą remisja,  redukcja lęku, inny obraz rzeczywistości, prostota działań, wszystko to powoduje że w takich chwilach zazdroszczę zdrowym ludziom.

Czy zdążę  się tym nacieszyć zanim zmora dopadnie mnie znowu ?

Oby

 

Dobrej Nocy Wam życzę 🙂

 

Czy Chad mnie ogranicza ? Izolacja społeczna, wycofanie i samotność…tak się czasami czuję

Zabrzmi to trochę śmiesznie, ale odkrycie grup i for, które zrzeszają ludzi takich jak ja było dla mnie jak Eureka !

Dużo czasu spędzałam sama, czasem z wyboru, często z niemożliwości utrzymania stałych kontaktów ze znajomymi, którzy nie wiedząc nic o mojej chorobie, nie chcieli czekać wieczność na zmianę mojej fazy.  O ile w depresji nie było to dla mnie aż tak istotne, o tyle w stanach lepszego samopoczucia, rozglądałam się wokół stwierdzając, że jestem sama, a może właściwszym słowem byłoby samotna. Można powiedzieć, sama nie jesteś, masz dzieci, masz pracę…..ale czy to wystarcza ?

Jestem wdzięczna losowi, że pomimo wszystkiego co otrzymałam od niego w pakiecie, obdarzył mnie dziećmi, są chwile gdy boję się, że któreś z nich nie daj boże odziedziczy ten wadliwy gen i przyjdzie mu zmagać się z chorobą. Może tak być ale nie musi.

Bywa, że w najczarniejszej dolinie, tylko one podrywają mnie do działania, walka o ich byt, o bezpieczeństwo. Są światłem w całym moim życiu, dzisiaj trudno wyobrazić mi sobie, jak żyłabym gdyby ich nie było.

Ale to nie wystarcza, jesteśmy skonstruowani w taki sposób, że naturalnie dążymy do życia w stadzie. Potrzebujemy kontaktu z innymi dorosłymi, zwykła rozmowa może pomóc w zmianie nastawienia, zrozumieniu czegoś z czym sami sobie nie radzimy, lub najzwyklejszy relaks od codziennych spraw.

Czy tego pozbawia mnie choroba, moja natura  a może fakt, że nie spotkałam właściwych ludzi ?

Myślę, że w jakiejś mierze każda z tych rzeczy, choć najtrudniejsze dla mnie, jest tłumaczenie innym, czemu mnie nie było chociaż byliśmy umówieni  lub komunikowanie, że nie przyjdę bo nie mogę.

Żadne tłumaczenie nie wydaje się wiarygodne, a mnie dopada wtedy  poczucie winy, że zawalam po raz kolejny. Na szczęście na wszystko w życiu jest miejsce i pora .

Takim przełomem stało się dla mnie poznanie ludzi takich jak ja, którym nieobce są identyczne zachowania, którzy wykazują ogromne zrozumienie i tolerancję na nieustanne zmiany, ponieważ w życiu każdego z nich podobne sytuacje miały miejsce wiele razy.

Jestem wdzięczna za wszystkie zmiany jakie nadchodzą, za nowych ludzi, za dobre słowa, za to,  że z każdym dniem czuję się mniej samotna.

 

Miłego Wieczoru 🙂

 

Czy wysoka inteligencja u chorych na CHAD, idzie w parze z kontrolą emocji ?

Zastawiam się ostatnimi czasy,  czy fakt, iż szybko przyswajam wiedzę, ( nie mam tu na celu autopromocji)  lub to, że mam skłonności do analizowania i nieustannego myślenia o wszystkim,  dociekania sensu  rzeczy nieoczywistych,  pomaga mi w walce z chorobą ?

Czy ma to jakikolwiek wpływ na kontrolowanie emocji, czy ułatwia szybkie wychwycenie zmiany faz, lub krok dalej, pomaga w dostrzeganiu zwiastunów zmieniającego się bieguna ?

Czytam, słucham, poznaję nowych ludzi, tak samo chorych, widzę u nich nierzadko ogromne zrozumienie problemu z jakim się mierzą.

Są oczytani, bystrzy, wrażliwi ……..i tak samo bezradni jak ja, w starciu z szalejącym samopoczuciem.

Czy zatem fakt, iż potrafimy zrozumieć mechanizm sterujący procesami jakie zachodzą w naszej głowie na poziomie emocji, jest w niczym nieprzydatny ?

Czy wiedza, która posiadamy jest bezużyteczna ?

Z mojego doświadczenia wynika, że niestety znajomość problemu nie równa się wiedzy, jak uniknąć przynajmniej częściowo tych huśtających się emocji.

Wiem, że nie mam wpływu na procesy biochemiczne zachodzące w moim mózgu lub jeśli już, to niewielki i ogranicza się on do systematycznego przyjmowania leków.

Samokontrola, wsłuchiwanie się w swój organizm, też niewiele daje, bo wystarczy mały zewnętrzny stresor i wszystko diabli biorą.

Siła woli nie pomaga, gdyby tak było większość z nas byłaby zdrowymi ludzmi.

Co jest dla mnie najtrudniejsze, to fakt nieprzewidywalności, niemożliwość przygotowania się na poziomie mentalnym.

Dlatego tak trudno o akceptację,  bo większość chorób, mniej lub bardziej poważnych pozwala na rokowanie dobre lub złe. Tutaj tego nie mam.

Pozostaje mi tylko nadzieja, że pewnego dnia i te problemy staną się przeszłością, niekontrolowane emocje zostaną uśpione.

Może jakiś szalony geniusz znajdzie złoty środek na uspokojenie szalejących sztormów w naszych umysłach.

Miłego Popołudnia Wam życzę 🙂

Poczucie winy…. kiedy to nasz charakter, a kiedy wkracza CHAD ?

Górki i dołki naprzemiennie i  nieustająco.

Coraz częściej słyszę, ….ja zrobiłam to gdy byłam w manii,… albo ja zrobiłem to gdy miałem doła…

A jak jest naprawdę, gdzie zaczyna się działanie, które nie jest podyktowane naszą wolą, lecz zmianami chorobowymi ?

Kiedy wiemy, że to nasz charakter i nawet gdyby zaszły najdziwniejsze okoliczności, nie pokusimy się o zrobienie tego czy tamtego ?

Czy jesteśmy całkowicie pozbawieni kontroli ?

To pytanie zadaję sobie od długiego czasu, próbuję doszukać się w tym bałaganie mojego ja, kim jestem i jak reaguję w normalności, jak zachowuję się w hipomanii lub w manii, jak znoszę depresję?

Jak odnalezć siebie, określić własną osobowość, czy można spojrzeć na siebie jak na odrębną istotę, nie integrującą się z chorobą ?

Czy choroba to my, a my to choroba ? Czy nikt nie próbuje „dokopać” się do swoich naturalnych cech charakteru ?

Najistotniejszą sprawą w różnicowaniu CHAD,  a tego jaki mamy charakter jest nasilenie dolegliwości w czasie.

CHAD przebiega z okresami zaostrzeń i remisji, w których objawy ulegają nasileniu i wzmocnieniu, a nasze cechy charakteru,  towarzyszą nam niejako na stałe.

Jeśli z natury jesteśmy odważni, uparci i waleczni to w manii lub w hipomanii będziemy dążyli bezwzględnie do osiągnięcia celu.

Cechy naszego charakteru będą warunkowały nasze działania, a każdy ze zmieniających się stanów będzie je odpowiednio uwydatniał.

To siła dolegliwości ( manii czy depresji) wysunie się na pierwszy plan, zostawiając w tyle nasz charakter.

Do chorujących na CHAD przylgnęła etykietka, leniwi, niesłowni, niesolidni, nieodpowiedzialni, nawet niegłupi ludzie, ale w żaden sposób nie wykorzystujący swojego potencjału.

Czy tak naprawdę jest, że mają mnóstwo pomysłów ale są za leniwi żeby je zrealizować ?

Czy poddają się chorobie, widząc fiasko wszystkich swoich poczynań ?

Można usłyszeć również stwierdzenie, że robią tak bo im wygodnie, są chorzy więc trzeba zostawić ich w spokoju  bo nie są niczemu winni ponieważ  nawet gdy się starają to nic im z tego nie wychodzi.

Zapewne jest niewielka część i takich, którzy mają łagodniejszy przebieg choroby i traktują to jak wymówkę w celu uniknięcia obowiązków.

Niestety w przeważającej  ilości, są to ludzie, którzy zapłacili wysoką cenę za błąd genetyczny jakim obdarzyła ich natura.

Rozbite rodziny, ogromne kredyty i długi u znajomych, zdrady, izolacja społeczna  czasami nawet bezdomność.

Czy właśnie tacy ponoszą jakąkolwiek winę ?

Nie, powtórzę to z całą stanowczością, nie ponoszą żadnej winy, nie były to czyny zamierzone, zrozumienie tego przez osoby im najbliższe to już połowa sukcesu !.

Wiemy coraz więcej o tej chorobie, a nauka rozwija się nadal.

Walka ze stygmatyzacją, strach przed ludzmi takimi jak my i błędne diagnozy, które kosztowały nas lata koszmarnego życia, może to wszystko już za chwilę będzie przeszłością ?

Życzę sobie wytrwałości i nadziei  i tego samego dla Was Kochani.

Dobranoc